niedziela, 6 grudnia 2015

Zdenkowani listopada



W końcu zmobilizowałam się i zebrałam kosmetyczne śmieci listopada. Nazbierało się zarówno trochę makijażowych pudełek jak i pielęgnacyjnych tubek. Zapraszam do obczajenia !


To co widzicie powyżej to tubki po testerach podkładów Rimmel. Jakiś czas temu uparłam się, że nareszcie znajdę mój wymarzony podkład. Wymarzony podkład w moim przypadku powinien spełniać jedno zasadnicze wymaganie - być jasny. Jesienią i zimą jestem blada jak ściana i naprawdę mam problem z dobraniem odpowiedniego odcienia, przeszukałam więc całe Allegro i doznałam olśnienia! Wyobraźcie sobie, że można kupić testery znanych podkładów o objętości 15 ml w cenie ok. 5 zł. Wybrałam więc kilka rodzajów podkładów Rimmela w możliwie najjaśniejszych odcieniach i testowałam, testowałam, testowałam.


Rimmel : Lasting Finish, 25 hour foundation, 15 ml
Podkład należy do produktów zastygających. Początkowo miałam problemy z jego nakładaniem, ale potem nabrałam wprawy i nie było z tym kłopotu. Podkład oceniam bardzo dobrze, jego odcień był dobrze dobrany, nie odcinał się. Był dość trwały, ale na pewno 25 h by nie wytrzymał. 

Rimmel : BB cream, Beauty Balm Matte, 15 ml
Podkład o płynnej konsystencji i średnim kryciu. Byłam z niego zadowolona, miał bardzo ładny, żołtawy odcień, świetnie wyglądał na twarzy (bardzo naturalnie). Pierwszy podkład BB, który mogę polecić. 

Rimmel : Wake me up, 15 ml
Wszyscy już mieli wake me up'a, a ja nie miałam ! W sumie nie wiem nad czym te zachwyty. W tym podkładzie najbardziej spodobał mi się odcień, był on bardzo jasny, chyba najjaśniejszy ze wszystkich pozostałych. Świetliste drobinki podkładu są mi obojętne. Trzymał się średnio. Poniżej zamieszczam porównanie jego koloru z testowanym obecnie Revlonem. Zdjęcie nie oddaje jednak efektu "jasności na twarzy", swatch na ręce wygląda bardziej pomarańczowo niż na twarzy. 





Kolejne zdenkowane makijażowe pudełka to pudry w kamieniu:





Manhattan : Soft compact powder, Sable 2, 9 g
Puder ten męczyłam baaardzo długo. Szczerze mówiąc nadal ciężko mi go ocenić. Matowił cerę w stopniu zadowalającym, pozostawiając naturalny wygląd. Efekt utrzymywał się max ok 3h. Na pochwałę zasługuje duży wybór kolorów.
Cena: ok. 23 zł



My Secret : Matt fixing powder, 8,5 g
Mega produkt! Jestem z niego bardzo zadowolona. Puder świetnie matuje i przedłuża trwałość makijażu. W opakowaniu ma on biały kolor, ale po nałożeniu robi się przezroczysty. Jest wydajny i nie pyli się. Stosowałam go przy pomocy puchatego pędzla. Puder można dostać w drogeriach Natura.
Cena : ok. 12 zł

Ok, tapeta już była, a więc teraz ją zmywamy! Produkt do demakijażu:



Bielenda : Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu, Awokado, 140 ml
Płyn zakupiłam ponieważ miałam problemy ze zmyciem większości tuszów. Sam żel z Biedronki bywa zbyt słaby. Płyn z Bielendy początkowo bardzo mi przypadł do gustu, zauważyłam że bardzo łatwo zmyć nim eyeliner. Potem troszkę się zawiodłam, zdarzało się, że jedynie rozmazywał makijaż oczu. Myślę, że jego działanie zależy od rodzaju kosmetyków wykorzystanych do makijażu. Nie podobało mi się też uczucie zamgławionych oczu. Mimo, że produkt dedykowany jest dla wrażliwych oczu zdarzało się, że odczuwałam dyskomfort. Drugi raz raczej go nie kupię. Wolę pozostać przy płynie micelarnym z Biedry.
Cena: ok. 10 zł

Teraz będzie trochę pielęgnacji, zarówno cery jak i włosów.



Ziaja : Skoncentrowany krem oliwkowy foto-ochronny, liście zielonej oliwki, 50 ml
Zużyłam już dwie tubki tego kremu i powiem wam, że jest on świetny. Jedyne na co trzeba uważać to kwestia dostania się do oczu. U mnie powoduje on okropne pieczenie, ale wystarczy odrobina uwagi przy nakładaniu i nie ma problemu. To co mi się w nim podoba to: cudny zapach, dość wysoki filtr SPF 20, polepszenie stanu cery, nawilżenie, opakowanie i cena! Kremy do twarzy zazwyczaj pakowane są w słoiczki, ale rozwiązanie tubki jest moim zdaniem bardziej higieniczne i wygodne, zwłaszcza jeśli jesteście posiadaczkami długich paznokci. Polecam! Tak naprawdę wszystkie produkty z tej serii są bardzo fajne.
Cena: ok. 8 zł



Rival de Loop : krem pod oczy, Regeneration, 15 ml
Ten krem przyczynił się do zapoczątkowania mojej troski o okolicę oczu. Trafił on do moich ulubieńców, ale po pewnym czasie stwierdziłam, że do ulubieńców powinna trafić sama idea nakładania kremu pod oczy. Ogólnie ciężko mi go podsumować, na pewno jest bardzo wydajny. Jedna rzecz mnie w nim wkurza, jest to wstrętny kartonowy zapach. Im dłużej go stosowałam tym zapach był bardziej wyczuwalny. Poza tym lekko nawilżał skórę, taki średni krem.
Cena: ok. 7 zł



Kallos : Argan, kremowa maska chroniąca kolor, 275 ml
Bardzo przyjemna maska do włosów. Jak dotąd żaden słoikowy Kallos mnie nie zawiódł. Maska przyczynia się do wygładzenia włosów. Po jej zastosowaniu włosy są śliskie, łatwo się rozczesują i pięknie się błyszczą.
Cena: ok. 5,50 zł



Kallos : Go Go,  repair hair mask, for dry, brittle and damages hair, 200 ml
Wiedziałyście, że Kallosy są dostępne też w tubach? Ja nie wiedziałam, ale jak zobaczyłam tubę w Hebe, to wiedziałam, że zaraz ta tuba będzie stała w mojej łazience. Ogólnie - .... nie urywa. Teraz już wiem, że słoikowe wersje są lepsze, przynajmniej dla moich włosów. Kallos w tubie ma lżejszą, bardziej rzadką konsystencję, jest mniej wydajny. Włosy są po nim mniej gładkie. Wiem, że dostępna jest jeszcze inna wersja, ale ja raczej już nie odważę się na tą opcję. Wolałabym kupić i wypróbować litrowe pudło Kallosa Latte.
Cena: ok. 7 zł

To już wszystkie moje kosmetyczne śmieci. Do następnego! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz